Magda, o co chodzi z tymi Hawajami? Słyszę nie raz. Tym bardziej, że osoby, które mnie znają, wiedzą, że jeżdżę w bardzo nieturystyczne miejsca, głównie na Big Island, na której spędziłam już łącznie ponad pół roku. Chodzę, rozmawiam z localesami, wyplatam wianki, tańczę hula i pije awa.

Kaona w kulturze hawajskiej oznacza ukryte, głębsze znaczenie wypowiedzi, które nie jest widoczne na pierwszy rzut oka.

Kultura hawajska jest kulturą opowieści i pieśni. Wielowarstwowość znajdujemy w języku, poezji, pieśniach (mele), opowieściach, a nawet w codziennych rozmowach. Dosłowne znaczenie słów stanowi jedynie powierzchnię, natomiast prawdziwy przekaz bywa symboliczny, metaforyczny, emocjonalny, duchowy lub historyczny.

Umiejętne posługiwanie się kaona pozwala mówić o sprawach trudnych lub delikatnych z szacunkiem i subtelnością, a także zachować wiedzę kulturową dostępną głównie dla tych, którzy znają kontekst – historię, przyrodę i relacje społeczne danego miejsca.

W skrócie, kaona to sztuka mówienia więcej, niż wynika z dosłownych słów. Jest ona kluczowym elementem hawajskiego sposobu myślenia i komunikacji, w którym znaczenie rodzi się z uważnego słuchania, obserwacji i znajomości kultury.

Hawaje są moim miejscem ho’onanea (dosłownie spędzania czasu z łatwością, spokojem i przyjemnością). Czasem pogłębionego, kontemplacyjnego relaksu.  Po pierwszym spotkaniu z hawajskim masażem lomi lomi nui nie wiedziałam co się ze mną stało. Wiedziałam tylko, że świat nagle stał się lepszy. Zaczęłam tańczyć hula – wielowymiarowy, opowiadający rdzenne historie taniec, pełen ukrytych znaczeń. W końcu sama zostałam praktyczką, a potem nauczycielką KinoMana – pracy z ciałem, energią, filozofią Hawajów , ale przede wszystkim z samym sobą . Jestem tłumaczką hawajskiej nauczycielki Susan Pa’iniu Floyd i organizatorką jej warsztatów w Polsce .

Codziennie spotykam się z nowymi ukrytymi znaczeniami mojej pracy na tym polu. Ale też myślę, że gdybyśmy dali sobie przestrzeń do obserwacji takich ukrytych znaczeń, drugich den, niewyrażonych pogłębień, wielu warstw jednego wydarzenia moglibyśmy się doszukać wszędzie.

O tym też jest moja praca. O dawaniu sobie przestrzeni na pogłębianie doświadczenia.

To drugie dno jest dla mnie dziś kluczem, nie tylko w pracy z ciałem, ale też w pracy z ludźmi i organizacjami.

Kiedy patrzę na zespoły sprzedażowe, liderów, całe firmy – bardzo często słyszę tylko warstwę dosłowną. Cele, KPI, wyniki, strategie. To jest ważne, tak jak słowa w hawajskiej pieśni. Ale to dopiero początek. Pod spodem zawsze jest coś więcej: emocje, napięcia, niewypowiedziane obawy, potrzeba uznania, sensu, bezpieczeństwa.

Tu jest nasze kaona – jeśli nie zatrzymamy się, żeby usłyszeć to co niewypowiedziane,  tracimy znaczenie.

Moja praca od lat polega na tym, żeby pomagać ludziom i organizacjom odkrywać te głębsze warstwy. W zarządzaniu sprzedażą oznacza to wyjście poza „dowiezienie targetu” i zadanie sobie pytania: co naprawdę napędza ten zespół? co go blokuje? gdzie jest jego energia, a gdzie jej wyciek?

W zarządzaniu zmianą oznacza to uważność na proces, który dzieje się w ludziach – nie tylko w planach projektowych. Bo zmiana to nie jest harmonogram. To jest doświadczenie. Często niejednoznaczne, czasem trudne, zawsze bardzo ludzkie.

Hawaje przypominają mi o tym w najprostszy możliwy sposób.

  • Że można zrobić mniej i zobaczyć więcej
  • Że można mówić ciszej i zostać lepiej usłyszanym
  • Że można zwolnić i… wcale nie stracić. A wręcz przeciwnie

Ho’onanea nie jest dla mnie relaksowaniem się po pracy. Jest sposobem bycia, który chce wnosić do pracy. To zgoda na to, żeby nie wszystko było natychmiast. Żeby dać sobie i innym czas na zrozumienie, na nazwanie, na poczucie.

Bo sens pojawia się gdzieś pomiędzy. W przerwach między spotkaniami. W jednym zdaniu, które ktoś wypowie ciszej. W momencie, kiedy ktoś w zespole pierwszy raz powie: „nie wiem” albo „potrzebuję pomocy”.

Jeśli wtedy jesteśmy obecni,  naprawdę obecni – zaczynamy widzieć więcej.

I to jest dla mnie dziś istota szukania sensu: uważność na siebie i na innych. Na swoje ciało, emocje, reakcje. Na to, co mnie zasila, a co mnie odcina od siebie. I taka sama uważność na ludzi wokół mnie.

Bo praca, którą wykonujemy, zawsze ma dwie warstwy: tę widzialną – zadania, wyniki, działania, i tę ukrytą – relacje, znaczenia, intencje.

Dopiero kiedy zaczynamy widzieć obie, coś się zmienia naprawdę.

Wracam z Hawajów za każdym razem trochę spokojniejsza, trochę bardziej osadzona, ale też… bardziej wymagająca wobec siebie i świata pracy. Bo wiem już, że można inaczej.

  • Można pracować i jednocześnie czuć.
  • Można sprzedawać i jednocześnie być w relacji.
  • Można zarządzać zmianą i jednocześnie nie gubić człowieka.

I tego właśnie uczę – nie tylko narzędzi, procesów i struktury, ale też tej drugiej warstwy. Kaona pracy.

Pozwólmy sobie ją zobaczyć. Wiele rzeczy może zacząć się układać. A może nawet poczujemy się jak na Hawajach