Zupełnie niespodziewanie w lutym 2026 Świecąc skończyło pięć lat. Naprawdę, może nie wczoraj, ale najdalej rok temu przeklikiwałam CEIDG i dyskutowałam ze znajomymi dlaczego moja firma ma polskie litery w nazwie (serio). A tu bach i pięć lat. Liczba wydaje się na tyle poważna, że warto zrobić podsumowanie.

Nie zmieniło się marzenie, z którym zakładałam firmę. Żeby towarzyszyć ludziom w odkrywaniu swojego światła, tego co ich napędza, zasila i daje moc. Nie zmieniło się moje główne przekonanie w tej drodze – żeby być najbardziej efektywnym praca powinna być źródłem satysfakcji i radości, nie frustracji, lęku i przymusu. 

Większość moich założeń biznesowych z 2020 roku mogę wyrzucić do kosza. I powiem wam – dobrze. Wiedzieć jak jest – bezcenne. Trzymanie się kurczowo swoich wyobrażeń, które nie działają ? Jak mówią moje dzieci, delulu.

Co działa:

  • Mój network jeśli używam go racjonalnie i mam zrównoważone oczekiwania
  • Marketing szeptany
  • Wszystkie dobre, stare, niedoceniane zasady sprzedażowe

– cold calling

– prospecting

– kwalifikacja

– dopasowanie do potrzeb

– higiena pipeline sprzedażowego

– przygotowanie się

– przygotowanie się

– przygotowanie się

Sprzedaje i zarządzam sprzedażą od kilkudziesięciu lat. Nie przypuszczałam, że sprzedawanie siebie może być aż takim wyzwaniem. A jest.

To jest najciekawsza część tej opowieści – bo przez te pięć lat nie tylko doradzałam innym, jak sprzedawać i jak przechodzić przez zmianę. Wszystko stosowałam sama na sobie.

Testowałam każdy model, każde narzędzie, każdą technikę.

Zmiany strategii? Były. Zmiany oferty? Były. Zmiany grup docelowych? Były. Zwroty akcji, kiedy coś przestawało działać? Oczywiście.

Tak samo jak mówię moim  klientom. Nie chodzi o to, żeby wymyślić idealny plan i się go trzymać. Chodzi o to, żeby umieć obserwować, wyciągać wnioski i korygować kurs. W sprzedaży i w zmianie nie wygrywa ten, kto ma najlepszy pomysł. Wygrywa ten, kto najszybciej się uczy.

Przez te pięć lat przerobiłam na sobie cały proces zarządzania zmianą:

• od ekscytacji („o, to będzie genialne i wyjątkowe”)

• przez chaos („co ja właściwie robię?”)

• po opór („może wrócę do tego, co było…”)

• aż do integracji („ok, to działa, oni tego chcą, tak zrobię”)

To doświadczenie wraz z trzydziestoletnią pracą w korporacji jest dziś fundamentem mojej pracy. Bo kiedy mówię klientom, że zmiana jest niekomfortowa – to nie jest wiedza z książki. To jest wiedza z ciała. Kiedy mówię, że zespół potrzebuje czasu na adaptację – wiem dokładnie, jak to wygląda, bo sama przez to przechodziłam. Wielokrotnie.

Podobnie ze sprzedażą.

Mogę uczyć o pipeline’ach, forecastach i domykaniu, i robię to, bo to działa. Ale jednocześnie wiem, jak to jest siedzieć po drugiej stronie i sprzedawać siebie: swoje nazwisko, swoje podejście, swoją energię. Wiedzieć, że „produktem” jest coś znacznie bardziej osobistego niż usługa.

I to zmienia wszystko.

Bo nagle:

• odmowa boli bardziej

• cisza po ofercie trwająca dłużej niż powinna (powinna w mojej głowie, oczywiście)

• porównywanie się z usłużnym feedem na tzw. biznesowym SM podpowiada uprzejmie : nie jesteś wystarczająca

To jest moment, w którym klasyczne techniki sprzedażowe przestają wystarczać. I trzeba dołożyć coś jeszcze – uważność, pracę z przekonaniami, zarządzanie własną energią. Czyli dokładnie to, co nazywam rehumanizacją pracy.

Dziś, kiedy pracuję z liderami sprzedaży i ich zespołami, stoję w dwóch światach jednocześnie: z jednej strony mam twarde, sprawdzone narzędzia – te wszystkie „przygotuj się, kwalifikuj, prowadź proces”, z drugiej – głębokie zrozumienie tego, że po drugiej stronie procesu jest człowiek. Z emocjami, z obawami, z historią.

I że bez uwzględnienia tego drugiego, pierwsze przestaje działać.

Te pięć lat nauczyło mnie jeszcze jednej rzeczy: że zmiana w organizacjach nie dzieje się na slajdach. Dzieje się w rozmowach. W mikrozachowaniach. W decyzjach podejmowanych w poniedziałek rano, lub niedziele wieczorem, kiedy nikt nie patrzy.

I dokładnie tak samo było u mnie.

Nie było jednego wielkiego przełomu. Były setki małych korekt:

• jeden lepiej poprowadzony call

• jedna trudna rozmowa, której nie odłożyłam

• jedna decyzja, żeby spróbować inaczej

Czy jestem już doświadczoną przedsiębiorczynią?

Jeśli przez doświadczenie rozumiemy brak wątpliwości – to absolutnie nie. Jeśli przez doświadczenie rozumiemy zgodę na to, że wątpliwości są częścią procesu – to tak, zdecydowanie.

Bo dziś wiem więcej. Nie tylko o sprzedaży i zmianie. Wiem więcej o sobie: co mnie napędza, co mnie zatrzymuje, gdzie jestem silna, a gdzie potrzebuję wsparcia.

I to jest kapitał, z którym idę w kolejne lata Świecąc.

Z  większą pokorą ale też większą odwagą i pewnością siebie. I z przekonaniem, że najlepsze, co możemy zrobić w pracy – naszej własnej i tej, którą projektujemy dla innych – to uczynić ją bardziej ludzką.

Bo wtedy zaczyna działać.