Na zaproszenie Magdy Adach i Amal El-Maaytach z Microsoft wzięłam udział we wspólnej inicjatywie Microsoft, SoftwareONE i wielu innych firm She Leads AI. Było to wydarzenie bardzo wspierające i bardzo łączące, i dlatego chce o nim dzisiaj napisać.
Oczywiście, była część produktowa. I nie oszukujmy się, vendorzy organizując takie wydarzenia, chcą zrobić skuteczne lokowanie produktu. W czasach kapitalipsy trudno się temu dziwić, czy też na to oburzać. Ale taka część produktowa, jak ta poprowadzona przez Karolinę Leoniak-Motyl z Microsoft, to ja mogę codziennie. Świetna prezentacja, miejscami porywająca. Wybitne metafory, które zostaną ze mną na długo. A potem ja miałam swój moment na scenie, rozmawiając z Magdą Adach o leadershipie w czasach AI. I wiecie co? On jest oparty na tych samych pryncypiach, co ten w czasach maszyn parowych.
Była też świetna prelekcja o danych Barbary Krzesińskiej-De Burghgraeve i panel o współpracy biznesu, IT i bezpieczeństwa (czy ta współpraca może być też wzajemnym blokowaniem się? Pewnie).
She Leads AI nie było dla mnie wydarzeniem o technologii. Było opowieścią o odpowiedzialności. O tym, kto współtworzy rzeczywistość, w której za chwilę wszyscy będziemy pracować. I o tym, czy mamy odwagę wnieść do niej siebie , ze swoją perspektywą, doświadczeniem, wrażliwością.
Kiedy rozmawiałyśmy o leadershipie w czasach AI, wróciło do mnie to zdanie, które powtarzam od lat: zmieniają się narzędzia, nie zmienia się człowiek.
AI przyspiesza. Zmienia sposób, w jaki pracujemy, podejmujemy decyzje, analizujemy dane. Ale nie zmienia tego, że ludzie potrzebują:
• sensu
• kierunku
• relacji
• poczucia wpływu.
Nie stajemy się mniej ludzcy przez pojawienie się AI. I ciągle w obliczu zmiany pojawia się niepewność. Niezaopiekowana niepewność bardzo szybko może zamienić się w opór.
Znów uparcie wracamy do roli lidera.
Bo dziś lider nie jest od tego, żeby mieć wszystkie odpowiedzi. Często nie ma ich nikt. Lider jest od tego, żeby stworzyć przestrzeń, w której można zadawać pytania. W której można powiedzieć „nie wiem”, „sprawdźmy”, „zobaczmy, co z tego wyjdzie”.
To jest dokładnie ta sama jakość, o której piszę w kontekście rehumanizacji pracy.
Technologia, każda technologia, nie tylko AI , ma tendencję do upraszczania świata. Redukowania go do wskaźników, modeli, predykcji. I to jest jej ogromna wartość. Pod warunkiem, że nie zapomnimy, że po drugiej stronie tych modeli są ludzie.
Z historią. Z uprzedzeniami. Z potencjałem.
Dlatego tak ważne było dla mnie to, że She Leads AI nie skończyło się na prezentacjach. Najważniejsze wydarzyło się pomiędzy nimi. W rozmowach. W momentach, kiedy ktoś dzielił się wątpliwością. Kiedy ktoś inny mówił „mam podobnie”. Kiedy nagle okazywało się, że nie jesteśmy same z pytaniami, które nosimy.
W mojej pracy bardzo często widzę, jak bardzo tego brakuje – takiej prawdziwej rozmowy. Bez presji bycia ekspertem. Bez konieczności „dowiezienia tematu”. Z przestrzenią na myślenie.
A przecież to właśnie tam powstają najlepsze decyzje.
Nie z nadmiaru informacji. Z jakości obecności.
She Leads AI przypomniało mi jeszcze jedną rzecz: różnorodność nie jest „miłym dodatkiem”. Jest warunkiem jakości.
Jeśli przy stole siedzi jedna perspektywa – dostajemy jedno rozwiązanie. Jeśli siedzi ich więcej – mamy szansę zobaczyć więcej scenariuszy, więcej ryzyk, więcej możliwości. A w świecie, który przyspiesza tak jak dziś, to nie jest luksus. To jest konieczność.
Dlatego tak bardzo wierzę w to, co robią kobiety, które stoją za tą inicjatywą. Bo tworzą nie tylko wydarzenie. Tworzą przestrzeń do budowania sprawczości. Sprawczość w kontekście AI to dziś jedna z najważniejszych kompetencji.
Chwila na chwalipost, w zasadzie chwaliakapit. Gdy pracowałam w Microsoft, byłam szefową Women Chapter w Polsce. I women, które tam wtedy były, założyły She Leads AI. I one mi powiedziały dzisiaj na spotkaniu, że to jest moje legacy. Ja jak to ja, starałam się ukryć moje wzruszenie i brak tchu próbą obrócenia tego w żart. Ale po przemyśleniu – jestem bardzo z tego dumna.
Wracam z She Leads AI z poczuciem, że jesteśmy w bardzo ciekawym momencie. Momencie, który definiuje przyszłość pracy na lata.
I z przekonaniem, że obok kompetencji technologicznych będziemy jeszcze bardziej potrzebować tego, co ludzkie: uważności, odwagi, ciekawości, umiejętności słuchania.
Bo AI nie zastąpi tych jakości.
Ale może je albo osłabić, albo wzmocnić – w zależności od tego, jak jej użyjemy.
